Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Historia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Historia. Pokaż wszystkie posty

sobota, 25 marca 2023

Hotel w dawnym szpitalu na ul. Kieturakisa

Ta historia zaczyna się na początku XIX wieku kiedy to na terenach przy obecnej ulicy Kietsurakisa w Gdańsku Dolnym Mieście rodzina Uphagenów postawiła dwór - letnią podmiejską rezydencję. W połowie XIX wieku nastąpiła zmiana właściciela, który przekazał go na potrzeby szpitala, który był prowadzony przez siostry boromeuszki. Prawdopodobnie to one stoją za pomysłem utworzenia groty z figurką Matki Boskiej z Lourdes, która widać na jednym z poniższych zdjęć. Wracając do meritum, szpital funkcjonował tu do 2004 roku kiedy to z powodu dużego zadłużenia został zlikwidowany, a kliniki zostały wcielone struktur dzisiejszego Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego. W ostatnich latach w budynku szpitala oraz dworu powstał hotel, który miałem przyjemność zwiedzać w ramach festiwalu Open House.

Sam obiekt ma dość długa historię. Perełką jest dwór z początku XIX wieku z ładną stolarką schodów oraz ogrodem zimowym na piętrze z zachowanymi fragmentami malowideł. W samym budynku mimo aktualnie odmiennej funkcji zachowano pamiątki po dawnym szpitalu, jego dawna funkcja nie jest ukrywana. Wnętrza są wykończone minimalistycznie. Interesującym miejscem jest niewątpliwie restauracja ulokowana w kuchni dawnego szpitala z zachowanymi kaflami oraz piecami. Całość jest bardzo interesującym pomysłem, który pozwolił ocalić dawna zabudowę.


Wnętrze dworu

Restauracja w dawnej kuchni

Stary magiel wykorzystany jako element wystroju

Dwór z drewnianą klatką schodową

Ogród zimowy na I pietrze dworu

Grota z figurką Matki Boskiej z Lourdes

niedziela, 12 czerwca 2022

Zawadka Morochowska - trudna historia powojenna

Są takie wątki polsko-ukraińskiej historii, do których nie za bardzo chce się w Polsce wracać. Ludność Bieszczad, Beskidu Niskiego i pogórzy przetrwała II wojnę światową we względnym spokoju. Okolice te nie były zamożne i może to było głównym powodem takiej sytuacji. Ustanowienie powojennych granic oraz polityka ZSRR, Polski i grup partyzantów zmieniły ten stan już po zakończeniu konfliktu.

Na wstępie warto wspomnieć o tym jaka była sytuacja tutejszej ludności. Ludzie nie byli zamożni, a przede wszystkim byli raczej bezbronni wobec każdego kto przybył tu z bronią. Sama wioska Zawadka Morochowska jest położona w bocznej dolinie w stosunkowo niedużej odległości kilku kilometrów od Sanoka. Mieszkańcy to byli głównie rdzenna ludność mieszkająca tu od około XVII wieku i radząca sobie z trudnościami życia w górach. Przed wojną mieszkało tu ponad 300 osób, jednak pierwsze lata powojenne spowodowały, że miejscowość praktycznie przestała istnieć.

Pierwszym etapem były przesiedlenia ludności łemkowskiej, bojkowskiej lub ukraińskiej do ZSRR. Wobec małej liczby chętnych były one także przeprowadzane pod eskortą wojska. Z tego też powodu wzrosła na tych terenach działalność OUN-UPA, która organizowała ochronę i samoobronę przed wywózkami. W wyniku tego już w grudniu 1946 r. doszło do potyczki z jednostkami polskimi i późniejszej trzykrotnej pacyfikacji wsi. 25 stycznia, 28 marca oraz 13 kwietnia doszło do bestialskich pacyfikacji Zawadki Morochowskiej w wyniku których zamordowano co najmniej 70 osób. Likwidacji wsi dopełniła przeprowadzona w 1947 roku akcja Wisła.

Sama Zawadka Morochowska funkcjonuje jednak jako przejaw bestialstwa i bezsensowności działań Ludowego Wojska Polskiego oraz Urzędu Bezpieczeństwa przeciwko mieszkańcom tutejszych ziem Co prawda wyznawali oni inną wiarę niż katolicka i posługiwali się jeżykiem bliższym ukraińskiemu, jednak byli obywatelami Polski, od wielu lat zamieszkiwali te ziemie i prawdopodobnie cenili sobie spokój w tych dziwnych powojennych latach. Jest to przestroga dla nas samych w obliczy szerzących się teorii na temat tego kto jest prawdziwym Polakiem.

Cerkwisko wraz z cmentarzem w Zawadce Morochowskiej

Pomnik upamiętniający ofiary pacyfikacji

Miejsce po cerkwi

środa, 11 maja 2022

Kurhan w górach - Lubla/Bierówka

Cmentarzyska kurhanowe, może mylnie, kojarzyły się mi raczej z terenami nizinnymi. Tereny górskie wydawać by się mogło były niesprzyjającymi do osadnictwa, jednak cmentarzysko na granicy Lubli i Bierówki świadczy o czymś zupełnie innym. Tutejszy kurhan jest przypisywany kulturze ceramiki sznurowej, której przedstawiciele zamieszkiwali tereny środkowej i wschodniej Europy. Pochówki były zazwyczaj szkieletowe z dodatkiem toporów oraz ceramiki z odciśniętym śladem sznura. Ludność tej kultury prowadziła raczej koczowniczy tryb życia trudniąc się myślistwem i zbieractwem, przez co raczej nie tworzyła osad. Pochówki to raczej pojedyncze groby jamowe lub kurhany.

niedziela, 17 kwietnia 2022

Cmentarz żydowski i cmentarz wojenny nr 201 w Tarnowie

Tarnów jest malowniczym miastem w Małopolsce, które posiada interesująca starówkę. Sporo osób zna pewnie bryłę ratusza o gotyckim rodowodzie z wyraźnymi zdobieniami renesansowymi, jednak warto także wspomnieć o innych miejscach. Jednym z nich jest jedna z nielicznych pozostałości po mieszkających tu, głównie w przeszłości, Żydach. Cmentarz żydowski został oczywiście ulokowany poza murami dawnego miasta, jednak dzisiaj znajduje się w nie za dużym oddaleniu od rynku. Jest jednym z większych tego typu założeń w Polsce z kilkoma tysiącami nagrobków sięgających XVII wieku. Ważnymi odnotowania z mojego punktu widzenia są kwatery z I wojny światowej rozsiane w kilku miejscach cmentarza. Jedna z nich posiada standardowy nagrobek, reszta to betonowe stele, których niestety nie udało mi się uwiecznić na zdjęciu. Pochowano tutaj 41 żołnierzy z armii austro-węgierskiej, 9 z rosyjskiej oraz jednego żołnierza Legionów Polskich.

Ilekroć odwiedza się cmentarze żydowskie trudno jest nie wspomnieć o II wojnie światowej, kiedy to mieszkająca tu już od czasów średniowiecza ludność żydowska została w pierwszej kolejności poddawana szykanom i ograniczeniom wolności, by w 1942 roku zostać zamkniętą w getcie na terenie miasta. Likwidację getta rozpoczęto we wrześniu 1943 roku, polegała ona w większości na mordowaniu pozostałych przy życiu Żydów z Tarnowa i okolic lub wywózkę do obozu zagłady w Bełżcu. Do tej pory można się zastanawiać co kierowało tymi ludźmi, jednak nie stanowi to żadnego wytłumaczenia. Niestety ostatni konflikt na Ukrainie pokazuje że w obliczu wojny ludzie nie maja hamulców.

Wracając jednak nekropolii, to jest ona zazwyczaj zamknięta na klucz, który można pobrać w niedalekim zakładzie pogrzebowym. Sam cmentarz robi imponujące wrażenie, w końcu chowano tu ludzi co najmniej od XVII wieku. W porównaniu z innymi cmentarzami, które podlegały dewastacji w trakcie II wojny światowej, liczba zachowanych macew jest bardzo duża. Miejsce jest zdecydowanie warte odwiedzenia ze względu na historię oraz wrażenie jakie potrafi wywrzeć na odwiedzającym. Miłośnicy symboliki judaistycznej też powinni być zachwyceni.







Jeden z nagrobków I-wojennych

piątek, 15 kwietnia 2022

Koszary Twierdzy Modlin

Czasem nie za krótka przesiadka i nie najlepszy transport publiczny zachęcają do zwiedzenia interesujących miejsc. Nie inaczej jest w Modlinie w przypadku gdzie lotnisko od stacji kolejowej dzieli zaledwie kilka kilometrów spaceru, który można wykonać przez interesujące tereny Twierdzy Modlin.

Twierdza Modlin jest interesującym dziełem obronnym, które powstawało na przestrzeni wielu lat i widać w nim wpływy francuskie, rosyjskie i na końcu także polskie. Wróćmy jednak do samego początku. Ujście Narwi do Wisły było ważnym punktem przecięcia szlaków handlowych, umiejscowieniem przepraw na tych rzekach oraz w późniejszych latach także ważnym obszarem w obronie Warszawy. Jego potencjał był wykorzystywany już od wczesnego średniowiecza. Kolejnymi epizodami w militarnym wykorzystaniu tego miejsca była wojna polsko-szwedzka w 1655-60, zwana potopem szwedzkim, kiedy to wojska szwedzkie wybudowały tutaj szaniec ziemny. Wiele tego typu dzieł było także rozlokowanych w okolicach innych fragmentów Wisły. Poważne prace fortyfikacyjne rozpoczęły się w tych rejonach w okresie wojen napoleońskich, kiedy to w latach 1807-12 powstały ceglano-ziemne umocnienia bastionowe późniejszego rdzenia. W 1812 roku nastąpiło pierwsze oblężenie, w którym to wojska napoleońskie (francuskie, polskie oraz innych sojuszników) broniły się od lutego do grudnia przed wojskami rosyjskimi. Kolejnym ważnym epizodem było oblężenie w 1831 roku, kiedy to wojska powstańców listopadowych broniły się tutaj przed wojskami rosyjskimi. Kolejna rozbudowa przypada właśnie na lata po powstaniu listopadowym, kiedy to Twierdza Modlin pełni funkcję zaplecza i punktu obrony dla wojsk rosyjskich.

Z punktu widzenia niniejszego wpisu ważnym okresem była rozbudowa rozpoczęta w latach 60-tych XIX wieku, kiedy to powstał m.in. imponujące budynki koszarowe, które do dziś przytłaczają zwiedzających oraz ewentualnych inwestorów. Budynki te tworzą ciekawe założeniem obwodu obronnego o długości około 2,5 km, które mogło służyć jako ostatnia linia obrony. W tym celu wyposażono je także w kaponiery pozwalające na ostrzeliwanie wroga wzdłuż murów. W tamtym czasie założenie pozwalało zakwaterować kilkanaście tysięcy żołnierzy. O obronnym charakterze budynku świadczą także grube ceglane mury oraz otwory okienne mogące także służyć za otwory strzelnicze.

Dalsze losy Twierdzy Modlin to kolejna rozbudowa pod koniec XIX wieku polegająca na wybudowaniu linii obronnej bazującej na ceglanych fortach, które w późniejszym czasie zostały wzmocnione żelbetonem. Po roku 1912 twierdza została rozbudowana o kolejną linię fortów nowszej konstrukcji oddalonej o 4-6 km od rdzenia. Ta rozbudowa nie została jednak w 100% ukończona do sierpnia 1915 roku kiedy to nastąpiło III oblężenie Twierdzy Modlin, tym razem broniącymi były wojska rosyjskie, natomiast atakującymi niemieckie. Samo oblężenie dzieła trwało zaledwie 11 dni, od 9 do 20 sierpnia. Przyczynami tak krótkich walk były m.in. ciężka artyleria oblężnicza, dobre wyszkolenie jednostek niemieckich, niskie morale obrońców i ich niedostateczne wyposażenie.

Okres międzywojenny to w pierwszej fazie kolejne działania wojenne, kiedy to na umocnieniach twierdzy oparł się front polsko-bolszewicki. W następnych latach służyła raczej jako garnizon i poligon, jednak warto odnotować budowę kilku lekkich schronów bojowych. Ostatni epizod wojenny nastąpił we wrześniu 1939 roku, kiedy to w dniach 10-29 września twierdzy broniła Armia Łódź. Na okres powojenny przypadają głównie funkcje koszarowe. Tak w telegraficznym skrócie wygląda historia tego założenia, które dzisiaj jest bardzo interesującym przykładem zmiany koncepcji fortyfikatorów na przestrzeni XIX i XX wieku.

Imponujący budynek koszarowy

Ślady po ostrzale, strzelnica, czy działania wojenne?


Prochownia nr. 195


Prochownia nr. 193

sobota, 9 kwietnia 2022

Fort VI Okęcie - fortyfikacje z katastrofą w tle

Może nie jesteśmy tego świadomi, ale konsekwencje toczonej w latach 1853-57 wojny krymskiej były widoczne w Europie aż do zakończenia II wojny światowej. W tamtym konflikcie toczącym się początkowo miedzy Cesarstwem Rosyjskim a Turcją, włączyły się po po stronie Turcji także Anglia, Francja i Sardynia oraz w nieznacznym zakresie także Cesarstwo Austriackie. Dodana do tego neutralność Prus spowodowała, że kraje żyjące dotychczas w przyjaźni, czyli Rosja i Prusy z Austrią stały się w II połowie XIX wieku konkurentami. Kulminacją tej rywalizacji były największe konflikty XX wieku czyli I i II wojna światowa.

Wróćmy jednak do II połowy XIX wieku. Zmiana kierunku polityki zagranicznej pociągnęła także za sobą konsekwencje militarne. Wspomniane 3 kraje Cesarstwo Rosyjskie, Austriackie oraz Prusy rozpoczęły pod koniec XIX wieku przygotowania do ewentualnego konfliktu. Oprócz przesunięć wojsk rozpoczęto także budowę twierdz, które wedle ówczesnej doktryny miały bronić głównych przepraw oraz ważniejszych węzłów transportowych. Na bazie tych działań powstał lub uległ rozbudowie szereg twierdz oraz ufortyfikowanych przedmości z których warto wspomnieć te największe na terenie dzisiejszej Polski: Grudziądz oraz Toruń (Prusy), Osowiec, Brześć, Modlin, Warszawa, Dęblin (Cesarstwo Rosyjskie) oraz Przemyśl i Kraków (Cesarstwo Austriackie). W tym wpisie chciałbym opisać jeden z fortów Twierdzy Warszawa, która opisywałem już wcześniej przy okazji odwiedzin Fortu Bema.

Fort VI Okęcie powstał w latach 80-tych XIX wieku i znajdował się w zewnętrznym pierścieniu fortów od strony południowo zachodniej. Było to więc stosunkowo ważny kierunek obrony. Fort wybudowano według standardowego projektu jako dwuwałowy na planie pięciokąta. Suchej, w tamtych czasach, fosy broniły 3 kaponiery. Początkowo była to konstrukcja ziemno-ceglana. Późniejsze przebudowy skutkowały wzmocnieniem stropów betonem, budowę kaponier przeciwstokowych oraz dobudowaniem rawelinu w szyi fortu. W 1909 roku dzieło razem z wieloma innymi fortami uległ kasacji w wyniku czego wysadzono cześć zabudowań. W późniejszych latach przestało działać odwodnienie fosy i napełniła się ona wodą, która można podziwiać do dzisiaj. Niestety sam fort jest zachowany w nienajlepszym stanie. Do końca lat 90-tych XX wieku był w rękach Wojska Polskiego, później trafił w ręce prywatne. Na jego terenie nie zachowało się zbyt wiele budynków, zniszczeniu uległy m.in. koszary szyjowe.

Ważnym momentem dla historii tych okolic był dzień 14 marca 1980 roku kiedy do fosy forty Okęcie spadł samolot pasażerski Ił-62 wraz z 87 osobami na pokładzie. "Mikołaj Kopernik", bo tak nazywał się samolot, leciał z Nowego Jorku. Podczas podejścia zawiodła sygnalizacja wysunięcia podwozia, więc w celu sprawdzenia, czy podwozie zostało wysunięte musiał wykonać drugie podejścia, jednak przy zwiększeniu siły ciągu silników nastąpiła awaria i wybuch jednego z nich, który mocno ograniczył sterowanie samolotem i wyłączył kolejny silnik. Samolot nie miał już szans utrzymać się w powietrzu. Pilotowi udało się tylko skierować spadający samolot poza okolicznymi budynkami na teren fosy fortu Okęcie. Załoga oraz wszyscy pasażerowie, w tym lecąca tym samolotem Anna Jantar, zginęli. Po latach światło dzienne ujrzały informacje według których silniki były eksploatowane ponad ich resurs. Na zdjęciach z miejsca katastrofy widać, że z fosy fortu wypompowano sporą część wody.

Fosa fortu - niegdyś sucha, w wyniku zatkania odpływu stałą się zbiornikiem wodnym

Wnętrze nie wygląda imponująco

Gdzieś w tej okolicy stały kiedyś ceglane koszary szyjowe


Pomnik upamiętniający ofiary katastrofy z 14 marca 1980 na terenie rawelinu fortu Okęcie

piątek, 1 kwietnia 2022

Osówka - czy wiemy czym miało być Riese?

Ilość domniemanych informacji o kompleksie Riese w Górach Sowich przekracza prawdopodobnie wyobraźnie samych projektantów tego kompleksu lub jego poszczególnych obiektów. Warto się jednak zastanowić co przetrwało do naszych czasów. Najciekawszym obiektem są niewątpliwie podziemia pod Zamkiem Książ. Są one dostępne wyłącznie dla wybranych, ponieważ zajmowane są przez stację sejsmograficzną PAN. Inne obiekty, takie jak Włodarz (ponad 3 km korytarzy), Osówka (ponad 1,5 km), Gontowa (ponad 0,5 km), Soboń (ponad 0,5 km), Rzeczka (około 0,5 km) nie zostały ukończone, jednak ten fakt dodaje tylko pikanterii całej historii. Ich przeznaczenie nie jest do końca znane. Ich budowę rozpoczęto w 1943 roku i przeznaczono do tego znaczne środki. Przy pracach fizycznych wykorzystywano wielu więźniów z filii obozu koncentracyjnego Gross-Rosen. Ciężka fizyczna praca, trudne warunki oraz niedożywienie były przyczyną dużej śmiertelności wśród robotników przymusowych. Zginęło tutaj co najmniej kilka tysięcy więźniów.

Czemu jednak miało to wszystko służyć? W zasadzie nie wiadomo, ale pojawia się wiele domniemanych zastosowań od kwatery dla Hitlera, przez magazyny, podziemne laboratoria (rakiety lub inna broń która miała zmienić bieg wojny) lub fabryki, aż po schrony dla ludzi lub zagrabionego mienia. Jaka jest prawda, tego się najprawdopodobniej nie dowiemy.

Kompleks Osówka jest położony na zboczu góry o tej samej nazwie w Głuszycy. Składa się z dwóch części, w tym z naziemnej na stoku góry, w której skład wchodzi kilka budynków oraz fundamentów, które miały pełnić role pomocniczą do właściwego obiektu. Drugą właściwą częścią są sztolnie wydrążone wewnątrz góry o długości ponad 1,5 km. Jest to bardzo interesujące miejsce, które jako jedno z ostatnich zostało oficjalne oddane do użytku turystycznego w 1996 roku. Korytarze robią imponujące wrażenie i są dobrym miejscem do robienia zdjęć. Zdecydowania warto odwiedzić te miejsce, jednak trzeba pamiętać że ta nieukończona budowa pochłonęła sporo zasobów i przede wszystkim wiele ofiar.


piątek, 18 marca 2022

Cmentarz ewangelicki w Wałach

Są takie miejscowości, w których odnosi się wrażenie że czas biegnie nieco wolniej, oddalone o co najmniej kilka kilometrów od innych wiosek, do których dojeżdża droga asfaltowa, lecz się tam kończy. Takie wrażenie odniosłem także wjeżdżając do miejscowości Wały w powiecie szczycieńskim. To prawda, było to jeszcze przed sezonem i większość domków letniskowych była pusta, ale reszta warunków została spełniona bez większych problemów.

Warto jednak cofnąć się dużo wcześniej, od czasów średniowiecza były to tereny przygraniczne między Mazowszem, a plemionami pruskimi, później państwem zakonu krzyżackiego. Osada istniała tutaj prawdopodobnie od czasów średniowiecza, jednak sama wieś Wallendorf była lokowana w XVIII wieku na prawie szkatułkowym. Jest to interesująca forma uniezależnienia się księcia/króla pruskiego od stanów. Dochody z takiej wsi spływały bezpośrednio do kasy książęcej i mogły być wydatkowane np. na wojsko którym rozporządzał władca. Jakby nie patrzeć był to jeden ze sposobów ugruntowania władzy książęcej i krok w kierunku władzy absolutnej. Lokowanie wsi przypadło także na okres większej eksploatacji lasów związanej z rozwojem Prus oraz rewolucją przemysłową. Widać to bardzo dobrze na mapie Reymanna najprawdopodobniej z XIX wieku, kiedy to okolice wsi były już wykarczowane i wykorzystywane jako pola. Mniej więcej z tego okresu pochodzi także cmentarz ewangelicki znajdujący się poza miejscowością. Obecnie jest on schowany w lesie, jednak kiedyś były tam pola. Na cmentarzu uwagę odwiedzających przykuwają przede wszystkim 3 żeliwne krzyże, dwa podpisane w języku niemieckim i jeden w ciekawej formie języka polskiego:

"Tu w Bogu odpociwa / Christoph Pukrop z wałów / urodzoni dna 21. Scitna 1819 / umarł dna 16. Listopata 1883."



niedziela, 13 lutego 2022

Wał w Wałach

We wczesnym średniowieczu tereny dzisiejszych Mazur były zamieszkane przez plemiona pruskie. XI-XII wiek były to czasy kiedy o sile obronnej oprócz drużyny wojów decydowały także umocnienia, które siłą rzeczy opierały się na dostępnych materiałach, czyli wodzie, ziemi i drewnie. Woda była i jest naturalną przeszkodą chętnie wykorzystywaną od wieków, jednak większym problemem była ochrona obszarów płaskich. Jednym z rozwiązań, które można zaobserwować na terenach Mazur są wały podłużne. Były one budowane wzdłuż granic jako uzupełnienie naturalnych przeszkód wodnych, czyli m.in. jezior. Oprócz samego wału ziemnego często posiadały palisadę. W innych regionach Polski można także spotkać interesujące przykłady tego typu budowli, często wykorzystujące także kanał z wodą.

Wały pruskie na Mazurach chroniły tutejsze plemiona przed najazdami z Mazowsza oraz Litwy. Wał usytuowany w miejscowości Wały jest jednym z lepiej zachowanych. Przez setki lat uległ degradacji, ale badania z XIX wieku sugerowały, że był wysoki nawet do 2-3 m. Dzisiaj teren ten porasta las, a sam wał jest widoczny o wysokości może 0,5-1 m, ale nie jest aż tak imponujący. Warto w takim przypadku uruchomić wyobraźnię i zastanowić się jak duży musiał być te 900 lat temu i ile wysiłku musiało zostać włożone w jego wybudowanie?



wtorek, 8 lutego 2022

Pozycja Mława - polska linia umocnień z 1939 r.

Polska międzywojenna miała dość nietypowy kształt. Wynikała z tego dość nietypowa sytuacja kiedy to stolica bardzo rozległego kraju oddalona była zaledwie o 120 km od granicy z jednym z potencjalnych wrogów - III Rzeszy. Na wspomnianych 120 km znajdowała się tylko jedna znacząca przeszkoda terenowa jaką była Wisła wraz z Narwią. Główną siłą obronną stolicy od północy miała być Armia Modlin, lecz aby umożliwić jej pełna mobilizację postanowiono utworzyć linie obronne bliżej granicy w tym w okolicach Mławy. Do obrony tego odcinka wyznaczono 20. Dywizję Piechoty (DP) przeniesioną tutaj ze wschodniej części kraju. Wykorzystując mniejsze przeszkody terenowe jakimi były pasy bagien oraz wzgórz znajdujące się w okolicach Mławy postanowiono wznieść linię obronną składającą się z 65 lekkich schronów. Budowę postanowiono wykonać siłami 20. DP. Prace rozpoczęto 14 lipca 1939 roku, więc około 1,5 miesiąca przed wybuchem wojny. W tym czasie przy wydatnej pomocy miejscowej ludności udało się wybudować około 50 obiektów, które w większości było schronami lekkimi do prowadzenie ognia dwustronnego ciężkimi karabinami maszynowymi.

We wrześniu 1939 r. to właśnie na tej linii opierała się obrona na tym odcinku frontu. 20. DP skutecznie odpierała liczne ataki silniejszego wroga atakującego siłami 2 dywizji piechoty oraz dywizji pancernej. Niestety wobec groźby okrążenia wieczorem 3 września 1939 r. postanowiono o odwrocie 

Będąc w okolicy Mławy miałem okazję zobaczyć kilka ze schronów z odcinak Uniszki-Cegielnia - Stara Sławogóra.






wtorek, 5 stycznia 2021

68. Dywizjon Rakietowy w Łebie

Łeba to miejscowość kojarzona z tłumami turystów w sezonie i pustkami poza nim. Jakże urozmaicona musiała być służba żołnierzy w znajdującym się tutaj 68. Dywizjonie Rakietowym, który istniał tutaj w latach 1974-1999.

Rozwój broni rakietowej został zapoczątkowany w II wojnie światowej jednak jej ogólnoświatowy rozrost przypada na okres po wojnie i w zasadzie trwa do dzisiaj. Jednym z ważniejszych zastosowań dla rakiet była obrona przeciwlotnicza. W Polsce z racji przynależności do bloku wschodniego tego typu broń była zazwyczaj sprowadzana z ZSRR, a początek jej wykorzystania sięga końca lat 50-tych XX wieku kiedy to rozpoczęto szkolenia żołnierzy w ZSRR.

W 1959 roku dyrektywą Ministerstwa Obrony Narodowej zostały utworzone wojska rakietowe. Pierwszymi zestawami rakietowymi były SA-75 Dźwina. Warto tutaj wspomnieć czym były same zestawy. Otóż składały się one z kompletnej jednostki, czyli samych wyrzutni, radarów ostrzegania, stanowisk dowódczych i naprowadzania rakiet itd. Ich zasięg wynosił do 29 km w poziomie i do 22 km w pionie. W pierwszej kolejności zapewniono obronę przeciwlotniczą głównym ośrodkom kraju, czyli Warszawie, Śląskowi, Trójmiastu oraz Poznaniowi. W każdym z tych regionów rozlokowano po kilka dywizjonów SA-75 Dźwina.

W 1964 roku postanowiono uzupełnić system Obrony Powietrznej Kraju o dodatkowe jednostki rakietowe, który uzbrojono w nowocześniejsze zestawy S-75M Wołchow, które charakteryzowały się rakietami o większym zasięgu oraz ulepszonymi elementami elektronicznymi w tym m.in. radarami i systemem kierowania rakietami. Nowe jednostki rozmieszczono wokół Szczecina oraz wzdłuż polskiego wybrzeża, aby strefowo bronić dostępu do terytorium Układu Warszawskiego od strony Morza Bałtyckiego.

Kolejnym uzupełnieniem systemu obrony przeciwlotniczej było wypełnienie braków S-75M Wołchow w latach 70-tych w postaci zestawów zwalczania celów na niskich i średnich wysokościach. Założenia te po późniejszych latach spełniał system S-125 Newa, również produkcji radzieckiej. Taki też sprzęt, z późniejszymi modyfikacjami, stacjonował w Łebie. S-125 Newa był rozmieszczony na podwoziach kołowych/gąsienicowych co zapewniało mu dużą mobilność. W Polsce zestawy tego typu stacjonowały w specjalnych jednostkach, które powstawały według zbliżonych założeń. W latach 80-tych XX wieku przezbrojono dywizjony rakietowe wyposażone w S-75M Wołchow na S-125 Newa. W późniejszych latach przechodził on wielokrotne modernizacje (m.in. wymiana z elektroniki lampowej na półprzewodnikową) i do dzisiaj jest wykorzystywany przez Wojsko Polskie.

Sam 68. Dywizjon Rakietowy w Łebie został rozformowany w 1999 r. a w ostatnich latach na jego terenie powstają nowe inwestycje turystyczne, więc kto wie jak długo będzie nam dane go jeszcze oglądać w tej formie.

Budynek techniczny - niedługo prawdopodobnie zniknie na rzecz nowych zabudowań

Stanowisko dowodzenia, na stropie którego rozlokowane była aparatura naprowadzająca rakietu


czwartek, 1 października 2020

Cmentarz wojenny w Zerbuniu

Moja znajomość działań na froncie wschodnim w trakcie I wojny światowej skupiała się dotychczas na wydarzeniach z obszarów Galicji. Wynikało to z wyjazdów w tamte okolice jak i łatwiej dostępnej literatury. Geograficznie bliżej mi jednak do działań na terenie Prus Wschodnich, które dotychczas pomijałem, jednak i na nie nadszedł czas.

W sierpniu 1914 roku szybka mobilizacja wykonana przez Rosjan oraz położenie środka ciężkości działań wojennych na froncie zachodnim przez Niemców spowodowała sporą dysproporcję sił na rzecz carskiej Rosji na terenie Prus Wschodnich. Północą w kierunku Królewca nacierała 1. Armia gen. Rennenkampfa, natomiast południem w kierunku Olsztyna 2. armia gen. Samsonowa. Niemcy aby ustabilizować front zaplanowali skumulować swoje siły przeciwko siłom gen. Samsonowa, ryzykując po części ofensywą drugiej z armii rosyjskich. Planowano zaatakować nacierającą armię rosyjską na obu jej skrzydłach i w ten sposób spróbować zniszczyć część sił rosyjskich. W dniach 25-30 sierpnia 1914 roku szereg złych decyzji dowództwa rosyjskiego połączonych ze zdecydowaniem działań Niemców doprowadził do okrążenia i rozbicia głównych sił 2. armii. Utrata ponad 100 tys. żołnierzy rosyjskich wraz z dużą częścią dowództwa spowodowała zmianę dysproporcji sił w północnej części frontu wschodniego. Sama operacja w historiografii niemieckiej otrzymała nazwę bitwy pod Tannenbergiem, a splendor zwycięstwa przypadł dowództwu niemieckiemu z gen. Hindenburgiem oraz gen Ludendorffem na czele.

Wróćmy jednak do tytułowej miejscowości Zerbuń, która znajdowała się na północnym/prawym skrzydle armii gen. Samsonowa. To właśnie w tych okolicach w wyniku walk 26 sierpnia 1914 roku siły niemieckie rozbiły korpus rosyjski odsłaniając skrzydło 2. armii gen. Samsonowa. Z działaniami tymi były oczywiście związane obustronne straty i stąd właśnie pochodzą okoliczne cmentarze wojenne, które są jedną z nielicznych pamiątek po tamtych działaniach. Warto wspomnieć, ze w tych okolicach walczyły niemiecki I Korpus Rezerwowy gen. von Below oraz XVII Korpus gen. von Mackensena oraz rosyjski VI Korpus gen. Błagowieszczańskiego.

Sam kameralny cmentarzyk znajduje się przy leśnej drodze na południe od Zerbunia. Jest na nim pochowanych 9 żołnierzy armii niemieckiej. Niestety zdjęcie, które posiadam jest słabej jakości.

środa, 26 lutego 2020

Zbiornik Stara Orunia, czyli o systemie wodociągowym Gdańska

XiX-wieczna rewolucja przemysłowa wiązała się ściśle z rozwojem miast. Prowadziło to do licznych epidemii, których powodem była gęstość zaludnienia i związane z nią niedostateczne warunki higieniczne, w tym brak dostępu do czystej wody pitnej. Gdańsk jest dość dobrym przykładem tych problemów. Miasto było przez większość XIX wieku mocno ograniczone fortyfikacjami bastionowymi, co powodowało dość dużą gęstość zaludnienia. Poważnym problemem był dostęp do czystej wody, zarówno Kanał Raduni jak i Motława były niestety zanieczyszczone ściekami z przedmieść oraz samego miasta. Kolejne epidemie cholery nawiedzały miasto kilkanaście razy w latach 1831-1967 i zbierały dość duże żniwo w postaci kilkuset do tysiąca-kilkuset zmarłych. Sytuacja była na tyle poważna, że w pewnym okresie ustanowiono kordon sanitarny wokół miasta. Władze miejskie w celu poprawienia sytuacji sanitarnej postanowiły wybudować około 1969 roku kompleksowy system gospodarowania wodą i ściekami. W tym celu wykorzystano bardzo wydajne źródła w Pręgowie, które były położone na wysokości około 90 m n.p.m. Wybudowano tam system drenaży, które zapewniały zbieranie oraz filtrację wody. Następnie rurami woda była doprowadzana grawitacyjnie do zbiornika "Stara Orunia", znajdującego się na wysokości około 40 m n.p.m., który pełnił rolę zapasu wody oraz siłą rzeczy filtrował osady z przepływającej wody. Następnie woda była doprowadzona w obręb miasta. Ścieki natomiast poprzez przepompownię na Ołowiance były tłoczone na pola filtracyjne, które istniały w okolicach Stogów aż do 1991 roku. W międzyczasie Gdańsk rozbudował się o kolejne przedmieścia, co spowodowało utworzenie kolejnych ujęć wody oraz dodatkowych oczyszczalni ścieków na Zaspie oraz oczyszczalni Gdańsk-Wschód. Wracając jednak do epidemii, poprawa warunków sanitarnych i profilaktyki oraz bardziej umiejętne zajmowanie się chorymi spowodowały znaczący spadek zachorowalności oraz śmiertelności. Po 1870 roku odnotowano jedynie 2 epidemie cholery.

Zbiornik Stara Orunia aż do końca lat 70-tych XX wieku, czyli przez ponad 100 lat pełnił ważną rolę w systemie wodociągowym miasta. Wybudowano go na wzniesieniu, przez co zapewniał wyrównanie ciśnienia wody dostarczanej do miasta oraz stanowił zapas w przypadku chwilowego większego obciążenia sieci. Od lat 80-tych aż do niedawna niszczał i był kolejno rozkradany przez złomiarzy. Pamiętam jak byłem w tamtej okolicy w latach 90-tych i jego przypadkowe odkrycie. Wtedy byliśmy zbyt mali na ryzykowne wejście do środka, a lokalizacja tego typu obiektów nie była powszechnie znana. Jako dzieci bardziej wyobrażaliśmy go sobie jako schron. Dzisiaj można tam wejść całkowicie legalnie, pod warunkiem że nie będzie to okres zimowania nietoperzy, bo to one aktualnie obrały sobie zbiornik za dom.

Cienka warstwa wody na dnie pozwala zachować odpowiednią dla nietoperzy wilgotność powietrza
 



Widok w kierunku Głównego Miasta z okolic zbiornika